2012-01-29 01:37:20 >> Kto okrada twórców? Spór o ACTA ma wiele aspektów, ale sprowadzanie go do problemu piractwa internetowego jest zwyczajnie śmieszne... Ci, którzy teraz niby tak bronią twórców, jakoś od 20 lat nie potrafią zmusić ZAIKS-u i innych organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi do ujawnienia swoich sprawozdań finansowych. Do tej pory nikt dokładnie nie wie, jaki procent zysków taki ZAIKS przekazuje artystom i kompozytorom, których ma reprezentować. Gdy trzy lata temu nowelizowano ustawę o prawie autorskim, ZAIKS bronił się przed tym rękami i nogami. Tłumaczył: "Przejrzystość działania organizacji zbiorowego zarządzania winna mieć jasno określone granice. Zbyt szeroko ujęty obowiązek publikacji danych, które organizacje zobowiązane będą przekazywać w swoich sprawozdaniach, nie uwzględnia konieczności ochrony tajemnicy handlowej czy ochrony danych osobowych." Źródło tu: http://www.zaiks.org.pl/342,116,stanowi Mimo wszystko, zapis wprowadzono - od dwóch lat organizacje zbiorowego zarządzania (ozz) mają ustawowy obowiązek publikowania sprawozdania finansowego. Do tej pory tego nie czynią. Nie muszą. Urzędnicy Ministerstwa Kultury "zapomnieli" w nowelizacji o doprecyzowaniu, jakie sankcje grożą za ich niepublikowanie... Co na to Ministerstwo Kultury? Forsuje umowę międzynarodową, której beneficjentem będą nie twórcy, lecz ozz... A gdyby tak bliżej przyjrzeć się działaniom ozz-ów, to... to przede wszystkim one okradają twórców! Bo o jakież to inne tajemnice handlowe może chodzić? Warto wspomnieć, że ZAIKS obraca setkami milionów złotych, zatrudnia ponad 400 osób i... robi z pieniędzmi artystów, co chce. Na przykład - jak donosiły media - swego czasu utopiło 16 mln zł na transakcjach walutowych. Były też oskarżenia znacznie cięższego kalibru. I taki jest właśnie sens ACTA - pod pozorem ochrony interesów twórców, naukowców czy konsumentów, tak naprawdę chroni podejrzane korporacje... Tagi: zaiks, acta skomentuj (0) 2012-01-28 00:53:59 >> Jeszcze jeden głos w/s ACTA Od soboty protestujemy przeciw ACTA, a w mainstreamowych mediach ciężko do tej pory znaleźć rzetelną informację, czym ta ACTA jest. Sam wciąż jeszcze jestem dziennikarzem i kompletnie tego nie rozumiem. Przez pół roku miałem na studiach dziennikarskich zajęcia z prawa autorskiego i prawa własności intelektualnej, musiałem znać zapisy konwencji paryskiej, rzymskiej, Traktatu waszyngtońskiego i TRIPS (załącznik do umów z WTO, podpisany przez ponad 150 krajów na świecie). Reszta kolegów po fachu albo w tym czasie piła wino nad Wisłą, albo teraz działa w złej wierze, i nie chce mówić o sednie problemu, czyli czym jest tak naprawdę ACTA. Warto byłoby co nieco ludzi uświadomić... ACTA to kontynuacja wspomnianych umów międzynarodowych... Tyle, że w przeciwieństwie do ostatniej z nich - podpisanego w 1994 r. w Marakeszu porozumienia TRIPS (Porozumienia n/t Handlowych Aspektów Ochrony Praw Własności Intelektualnej), ACTA to inicjatywa w jakimś sensie "prywatna". Komitet ds. ACTA ma być niezależny od obecnie funkcjonujących instytucji międzynarodowych zajmujących się ochroną własności intelektualnej, a więc od WIPO (Światowej Organizacji Własności Intelektualnej), od WTO (Światowej Organizacji Handlu) czy od wyspecjalizowanych agend ONZ! Zapisy ACTA to konserwowanie złego modelu, którego zmiany domagało się i domaga wielu intelektualistów na świecie: od Nelsona Mandeli, po prof. Josepha Stiglitza (Nobel z ekonomii 2001)... Modelu, w którym prawa majątkowe są ważniejsze od praw człowieka. Obecna polityka w zakresie ochrony praw własności intelektualnej (patentów) się w wielu miejscach skompromitowała. Także w Polsce, gdzie nieoryginalne ciuchy z emblematami Adidasa czy Nike, zamiast przekazać np. do domów dziecka, komisyjnie się niszczy. Twierdzenie, że wzmacnianie mechanizmów egzekwowania tych praw przyczyni się do rozwoju gospodarczego na całym świecie (pierwsze zdanie preambuły ACTA) to kompletna bzdura. Obecny model nie sprzyja zrównoważonemu rozwojowi świata, pogłębia różnice społeczne, chroni tylko interesy międzynarodowych koncernów i najbogatszych państw świata. Do takich konkluzji prowadzi raport "W stronę nowej ery praw własności intelektualnej: od konfrontacji do negocjacji", przygotowany przez międzynarodową grupę ekspertów ds. biotechnologii, innowacji i własności intelektualnej" (Montreal 2008), zawierający 16 rekomendacji na temat kierunków rozwoju prawa własności intelektualnej, które są zasadniczo odmienne od przyjmowanych na gruncie ACTA rozwiązań. Także ostatni raport OECD ("Mechanizmy współpracy w zarządzaniu własnością intelektualną") wskazuje, że istotą ochrony praw własności intelektualnej winno być tworzenie mechanizmów (w tym mechanizmów prawnych) umożliwiających współpracę i dzielenie się wiedzą. Myślenie w kategoriach zakazowych (na których oparte są porozumienie TRIPS i ACTA) należy do przeszłości, jego dalsze funkcjonowanie jest po prostu szkodliwe. Nie wspomnę o tym, że takie regulacje są sprzeczne ze strategicznymi dokumentami Unii Europejskiej, np. z Zieloną Księgą o gospodarce opartej na wiedzy, postulującej liberalizację ochrony praw własności intelektualnej. ACTA to dokument pisany pod dyktando międzynarodowych korporacji, który ma zagwarantować im, że żaden parlament, ani żaden sąd nie będzie mógł zagrozić ich interesom. Choć ich interesy są bardzo często sprzeczne z interesem społecznym... Przykro, że koledzy dziennikarze - którzy powinni poznać na studiach dziennikarskich ten cały proces tworzenia praw w zakresie ochrony praw własności intelektualnej (w ostatnich 20 latach zamieniony w proces tworzenia ochrony interesów wielkich koncernów), zamiast tłumaczyć, czym jest tak naprawdę ACTA, cały czas sprowadzają problem do piractwa. Zgadzam się, piractwo może i jest niemoralne etycznie... Moralne jest za to niszczenie odzieży, która mogłaby trafić do domów dziecka? Nie trafia, bo od 2000 r. w Polsce obowiązuje porozumienie TRIPS, którego zapisy jeszcze zaostrza ACTA. Moralne jest niszczenie żywności, w sytuacji gdy prawie miliony ludzi na świecie głodują? Niszczenie w imię tych samych mechanizmów - musi być ograniczona podaż, bo to oznacza wyższe ceny i wyższe zyski koncernów z branży FMCG. Moralne jest ustalanie niebotycznych cen leków przez koncerny farmaceutyczne, cen uniemożliwiających właściwą opiekę medyczną, szczególnie w krajach rozwijających się, gdzie cena leku to równowartość miesięcznej pensji (efekt porozumienia TRIPS, którego zapisy jeszcze zaostrza ACTA), więcej tu: http://action.ffii.org/acta/Analysis. Moralne jest, że prawa własności intelektualnej (czyli prawa majątkowe) są dziś ważniejsze od praw człowieka - a do tego sprowadza się TRIPS i ACTA? Najbardziej przerażające jest to, że przeciętnie rozgarnięty nastolatek, który poświęcił dwa dni na szperanie w necie, ma już w/s ACTA większą wiedzę od polityków i dziennikarzy... PS. Wszelkie prawa niezastrzeżone - wklejajcie ten tekst w dyskusjach, które próbują sprowadzać problem ACTA do piractwa! Tagi: acta skomentuj (0) 2012-01-24 12:41:33 >> Anti-Counterfeiting Trade Agreement Premier zdecydował, że 26.I podpiszemy w Tokio ACTA. Oczywiście, jak w przypadku wszystkich umów międzynarodowych, ratyfikować ją będzie musiał jeszcze Sejm. Tak czy inaczej, pogratulować premierowi, że stracił swój instynkt PR-owy. To spora odwaga wystąpić przeciw oczekiwaniom półmilionowej rzeszy internautów (tyle ludzi zamanifestowało swój sprzeciw wobec ACTA na facebooku), organizacjom pozarządowym, publicystom (dziś np. mocny komentarz Jacka Żakowskiego) i ekspertom (np. z monitorującej od dwóch lat ten temat fundacji Panoptykon). A już zdecydowanie najgłupsze jest tłumaczenie ministrów Boniego i Zdrojewskiego: przyjmiemy ten dokument, bo nic on w polskim prawie nie zmieni. Nawet jeśli nie zmieni, to utrudni zmiany, które prędzej czy później - w trosce o zrównoważony rozwój, o powszechny dostęp do dóbr kultury - trzeba będzie wprowadzić. ACTA to zakonserwowanie (a w niektórych punktach zaostrzenie) przepisów, nie przystających do zmieniającej się rzeczywistości, chroniących tylko interes najbogatszych:
Cytat:
Szkoda, że rząd w tej sprawie stał się sługusem wielkiego biznesu (głównie zza oceanu), i nie zdaje sobie sprawy z długofalowych konsekwencji utrzymywania zbyt restrykcyjnych przepisów chroniących własność intelektualną. Szkoda, że minister kultury nie widzi nic złego w umowie, która ewidentnie - co sugeruje już pierwsze zdanie preambuły - sprzyja rozwiązaniom, które utrudniają dostęp do dóbr kultury. Szkoda, że minister gospodarki (chwalił się że ACTA to jeden z sukcesów polskiej prezydencji w Radzie UE) nie ma pojęcia o tym, że ta umowa konserwuje uprzywilejowaną pozycję wielkich koncernów i najbogatszych krajów świata. I dodatkowo jest hamulcem rozwoju gospodarczego (jest wiele publikacji na temat roli dostępu do dóbr kultury w rozwoju miast i całych państw, m.in. kultowa książka Richarda Floridy "Narodziny klasy kreatywnej"). Szkoda, że mimo pozytywnego szumu i nagłośnienia problemu, polskie władze - w przeciwieństwie do parlamentarzystów forsujących podobne ustawy w Kongresie USA (którzy wycofali łagodniejsze w treści projekty ustaw) - okazały się marionetkami bogatych światowych koncernów z USA i w czwartek, 26.I, jednak podpiszą w Tokio tę umowę. Tagi: acta skomentuj (0) 2012-01-01 20:06:58 >> Alfabet 2011 ;) A jak Adrian Małecki Aby Absurdalnie zacząć ten Alfabet... Największy talent polskiej koszykówki kariery nie zrobił. Ma dziś 35 lat, mieszka w Holandii. Zważywszy na jego życiowe przygody – idealne miejsce dla niego ;) Przypomina mi się ta postać, gdy czytam kolejne peany na cześć naszych utalentowanych 18-latków. Niech pracują, niech się rozwijają. Ale robienie z nich gwiazd, i wielki szum na samym starcie kariery może im nie służyć. Choć trzeba przyznać, że niektórzy mają więcej szczęścia niż Małecki. Nie grają w jednym zespole z Afroamerykanami, a to ponoć oni notorycznie upalali Adriana ;) B jak Blogosfera Blogosfera jest głównym miejscem dysput i debat na temat koszykówki. Może się mylę, ale żadna inna dyscyplina sportowa (poza piłką nożną) nie może się pochwalić tak wieloma, tak popularnymi blogami. Obok dziennikarzy i kibiców, bloguje już nawet trener mistrzów Polski. Mówi się nawet o Grupie Trzymającej Bloga :) C jak Connecticut Huskies Pewnie niewielu kibiców w Polsce wie, że istnieje taka drużyna (większości Connecticut kojarzy się jeszcze z NBA i śp. Małgorzatą Dydek). Huskies to aktualni mistrzowie NCAA, ligi, w której gra kilkaset drużyn, i która w ojczyźnie koszykówki budzi nie mniejsze emocje niż NBA. Ostatni finał – spektakl, który przebija oglądalnością finały NBA – przeszedł jednak do historii jako... antywidowisko. Wynik (53:41) i niespełna 19-procentowa skuteczność z gry przegranych – Buldogów z Butler – mówi o tym meczu wszystko ;) D jak David Stern „Żydzi rządzą światem” – komentowali złośliwi fani, gdy komisarz ligi zablokował transfer Chrisa Paula do Lakers. Stern trzyma się jednak nieźle, NBA wciąż wzbudza wielkie zainteresowanie na całym świecie (przebijając zdecydowanie rodzime ligi koszykarskie). I choć mieliśmy lockout, choć w samych Stanach mówi się o jakichś symptomach kryzysu NBA (widać to zresztą na trybunach w niektórych halach), to wciąż chyba najbardziej atrakcyjny, globalny „produkt” świata sportu. E jak Euroliga Za sprawą lockoutu, przez dwa miesiące była silna jak nigdy. Koszykówka w Europie rozwija się w znakomitym tempie, poziom wyrównuje się (w górę), są wielkie niespodzianki, jak np. odpadnięcie z rywalizacji Baskonii zwanej ostatnio Cają Laboral. Pojawiają się co rusz nowe, zaskakująco silne ekipy (Bilbao, Cantu). No i widać coraz silniejsze pragnienia zdominowania przez ten szyld wszelkich rozgrywek w Europie, chęć stworzenia drugiej NBA. Stąd, mimo wszystko mocno kontrowersyjny pomysł zakazu udziału drużyn Euroligi w rozgrywkach typu VTB, Liga Adriatycka czy Liga Bałtycka. W 2012 r. ta kwestia zdominuje pewnie koszykarskie dyskusje w Europie. F jak Facepalm Najczęstsza reakcja prezesów, trenerów, zawodników i kibiców na słowa „Puchar PZKosz”. Rywalizacja drużyn zaplecza ekstraklasy i II ligi o dość wątłą – zważywszy na generowane wcześniej koszty – nagrodę finansową (40 tys. zł), to największy bubel, jaki wymyślono w koszykarskiej centrali. Znak nowych czasów, polską koszykówką rządzą sędziowie, i te rozgrywki cieszą tylko sędziów i komisarzy (tylko oni na tym korzystają). Nic dziwnego więc, że większość pierwszoligowców odpuściła rozgrywki i odpadła z rywalizacji w I lub II rundzie. Na wszelki wypadek, siedem drużyn, które nie odpadły, „rozlosowano” w trzy pary, by idea zupełnie się nie skompromitowała... G jak Grzegorz Bachański Niedługo minie 12 miesięcy, odkąd zdobył on fotel prezesa PZKosz. Z szumnie zapowiadanych zmian (patrz: wywiad Jakuba Wojczyńskiego z kandydatem Bachańskim), na razie niewiele wyszło... Mimo wszystko podobają mi się poglądy Bachańskiego na wiele tematów, jego wizja rozwoju koszykówki (szkoda, że na razie zaprezentowana tylko w lukrowanym wywiadzie). Problem w tym, że aparat urzędniczy PZKosz/PLK nie jest chyba przygotowany na wdrażanie ambitnych planów. Jeśli to się nie zmieni, będzie można mówić o wielkiej porażce Nowego PZKoszu i samego prezesa przede wszystkim. H jak Hiszpania Eurobasket na Litwie potwierdził, że ten kraj to druga, koszykarska potęga świata. Hiszpanie w znakomitym stylu sięgnęli po mistrzostwo Europy. Teraz nie pozostaje nic innego, jak sięgnąć po złoto Igrzysk Olimpijskich w Londynie. Niemożliwe? Wszystko możliwe, jeśli nie wierzycie, obejrzyjcie raz jeszcze finał IO w Pekinie. Hiszpania jest dziś mocniejsza niż w 2008 roku... I jak Internetowe Telewizje Czyli prawdziwa domena polskiej koszykówki ;) Mało kto wie, ale w sieci można zobaczyć nie tylko mecze ekstraklasy (PLK TV), do których – ze względu na kiepskie łącza w halach – kibice mieli pecha. Różne internetowe telewizje pokazały ostatnio wiele spotkań I ligi koszykarzy (z Torunia, Przemyśla, Radomia, Łańcuta), II ligi (np. mecz utalentowanej młodzieży Novum Lublin – AZS Politechnika II Warszawa) czy nawet... mecz reprezentacji niesłyszących Polski i Anglii! Założę się, że PZKosz-owscy spece od promocji koszykówki nawet nie słyszeli o zdecydowanej większości tych transmisji. A szkoda, bo fajnie byłoby, gdyby na stronie PZKosz informowano kibiców o każdej takiej okazji... J jak Jajecznica
Symbol „Nowej korupcji” „Nowego PZKosz”, spopularyzowany
przez trenera Asseco, Tomasa Pacesasa. Atak na dziennikarzy to jednak
najgłupszy z możliwych pomysłów trenera Asseco. Zresztą projekt jego nowej ligi
też nie jest najmądrzejszy. Jak się okazało, Pacesas chce, by kluby wzięły
sprawy w swoje ręce i zaczęły zarządzać ligą. K jak Kadra Kadra Alesa Pipana to wielkie zaskoczenie in plus w minionym już roku. Świetna atmosfera, zaskakująco dobre wyniki na Mistrzostwach Europy w Turcji. I, co ważne, będzie wreszcie ciągłość pracy, którą rozpoczęto latem minionego roku. Nie pozostaje nic innego, jak liczyć na niezłe wyniki w eliminacjach ME, ciągły rozwój utalentowanej młodzieży i... upragniony awans na Igrzyska w Rio de Janeiro. Oby w 2016 roku (jak w 1997) nadeszły wreszcie lepsze czasy ;) I oby tym razem nie roztrwoniono tego kapitału... L jak Lockout Był i się skończył. Na szczęście :)Ł jak Łukasz Koszarek Lider kadry, jeden z najlepszych polskich koszykarzy. Dobrze, że Włosi się nie na nim nie poznali, bo tacy zawodnicy – imponujący inteligencją na boisku i poza nim – dają nadzieję na wzrost zainteresowania i rozwój rodzimej ligi. M jak Mark Cuban Szalony miliarder wreszcie spełnił swoje i wszystkich Kozłów marzenie. Sukces Dallas Mavericks to przede wszystkim sukces ekscentrycznego właściciela, który nigdy nie bał się mówić, co myśli. A przy tym wytrwale i konsekwentnie dążył do celu i ten cel osiągnął. N jak Niżnyj Nowgorod Rosyjskie miasto, w którym szczyt swojej koszykarskiej kariery przeżywa Michał Ignerski. Polski skrzydłowy jest drugim strzelcem ligi rosyjskiej i jest kolejną, obok Koszarka czy (również grającego w Rosji) Thomasa Kelatiego postacią, która pozwala wierzyć w to, że polska koszykówka odbije się od dna szybciej niż w 2016 roku ;) Że pozytywnie zaskoczymy już w 2013, w Słowenii... O jak Olek Czyż Cicho o nim było w 2011 roku... A tymczasem Czyż znalazł idealne miejsce do rozwoju swojej kariery. Gra znakomite mecze w barwach Nevady, imponuje grą w obronie, skutecznością, efektownymi wsadami. Jego team w ostatnich tygodniach gra wręcz rewelacyjnie, wygrywając z drużynami z Top25 NCAA. Polak przy tym jest w każdym meczu jednym z dwóch, trzech najlepszych zawodników drużyny. Wkrótce możemy mieć drugiego Polaka w NBA i jeszcze większe nadzieje na sukcesy kadry :) P jak Pan Mateusz Mateusz Ponitka. Dziś piękność jego w całej ozdobie widzą i opisują, bo od czasów Adriana Małeckiego nie narodził się drugi tak utalentowany zawodnik jak Pan Mateusz... Ile go trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto go stracił (pierwsza: Politechnika). R jak Regres Regres to słowo uwielbiane niemal przez większość tych, którzy komentują sytuację w polskiej koszykówce. Zastanawiające, że we wspomnianych już latach 1998-2001, gdy oglądalność polskich drużyn w europejskich pucharach spadła z ponad 4 mln (mecz Pruszkowa z ASVEL Lyon w TVP1) do 70 tys. (mecz Śląska Wrocław z Maccabi w Superlidze w mającej niewiele mniejszy zasięg TV4), nikt o regresie nie mówił. Były pieniądze, i nikt się wtedy nie przejmował takimi szczegółami, jak ten, że z ligi uciekają najbardziej rozpoznawalni Polacy, a oglądalność dramatycznie maleje... Od kilku lat koszykówka jest na dnie, ale też od kilku lat widoczne są wyraźne symptomy poprawy sytuacji. Reprezentacja regularnie, od 2007 r., grająca w Mistrzostwach Europy, utalentowana młodzież, coraz więcej Polaków w lidze i rosnąca pomału oglądalność ligi, mającej wiarygodnego, solidnego sponsora... Jest lepiej i wiele wskazuje na to, że będzie lepiej. S jak Streetball
„Będziemy wykorzystywać prostotę i powszechność
koszykówki, to czego nie ma żadna inna dyscyplina zespołowa. W koszykówkę można
grać jeden na jeden i w każdej innej konfiguracji. Koszykówka doskonale wpisuje
się w subkulturę młodzieżową, z koszykówką kojarzą się pewne tendencje
muzyczne, hip-hop, rap, elementy subkulturowe związane z ubiorem i chcemy to
akcentować. Głównym nurtem będzie rozwój koszykówki 3x3.” Ś jak Śląsk Wrocław A właściwie dwa Śląski. Abstrahując już od absurdu tej sytuacji, cieszy to, że Wrocław – miasto zakochane w koszykówce – ma znów drużynę w najwyższej klasie rozgrywkowej. To kolejny dowód na to, że nie jest tak źle z tym koszem, jak się powszechnie sądzi :) T jak Twitter Kolejna koszykarska enklawa w internecie. Na twitterze koszykówka jest dumnie, najmocniej reprezentowanym sportem. Tweetują koszykarze (z Marcinem Gortatem, Olkiem Czyżem i Mateuszem Ponitką na czele), kluby, liga, związek, dziennikarze, kibice, każdy kto ma coś do powiedzenia. Tu przynajmniej bijemy siatkówkę na głowę. Siatkówka nadaje (się) na śledzik na nk ;) U jak UKS Niedźwiadki Przemyśl
O tym klubie pewnie mało kto słyszał, bo to projekt "in progress". „Niedźwiadki” to dwudziestu
kilku chłopaków, wyselekcjonowanych z grupy ponad 200 dzieciaków urodzonych w
2001 r. w Przemyślu i w najbliższych okolicach, skoszarowanych w jednej klasie
sportowej, trenujących koszykówkę (i nie tylko) w ramach wielu godzin wf-u już od
pierwszej klasy szkoły podstawowej. Trenerem zespołu jest były koszykarz
Górnika Wałbrzych i Polonii Przemyśl, Daniel Puchalski. „Niedźwiadki” grały już
w kilku międzynarodowych turniejach, robiąc niesamowite wrażenie na tle
rówieśników. W jak Warszawa Stolica kraju nie potrafi utrzymać ani jednej drużyny na zawodowym poziomie i to, niestety, jedno z największych rozczarowań minionego roku. O przyczynach tego stanu rzeczy można by wiele pisać (i napisano już) wiele. Cieszy jednak to, że w Warszawie koszykówka istnieje na wielu innych poziomach. Wciąż jest kilka klubów szkolących na bardzo dobrym poziomie, jest WNBA, jest wreszcie Liga Wiatrów – jeden z bardziej oryginalnych koszykarskich pomysłów minionego roku :) Z jak Zdrowie Zdrowia i pomyślności w Nowym Roku Życzę :) skomentuj (0) 2011-12-23 00:34:02 >> Uzależniający eklektyzm Niech to będzie mój prezent na święta ;) Poniżej do posłuchania cały album Clams Casino. Pod nazwą regionalnej potrawy z Rhode Island ukrył się Mike Volp, człowiek tworzący muzykę dla artystów z kompletnie nie mojej bajki (Lil’ B, Soulja Boy). Ale ta muzyka wciąga jak bagno - przesłuchałem "Instrumentals" już kilkadziesiąt razy, słucham jej teraz, zasypiam przy niej i jestem niemal uzależniony. Ciężko określić, co to w ogóle za gatunek. Jest tu wszystko - psychodelia, brudne dźwięki a'la Thom Yorke (Radiohead), elektronika (bity w stylu Simian Mobile Disco), trance... A przy tym klimat niemal z płyt Bjoerk (której vocal słyszymy zresztą w rewelacyjnym "Illest Alive"). Wszystko spod ręki człowieka tworzącego sample i muzykę pod hip-hop. Zupełnie niszowa produkcja, która jednak wciąga i intryguje. Polecam! Cały album do posłuchania tutaj. Aaa... Jeszcze jedno, słuchając pierwszy raz, pierwszego numeru ("Motivation") miałem ochotę wykasować ten album z mp3-ki (za ten przester, który na początku irytuje). Proszę nie popełniać tego błędu i słuchać dalej :) skomentuj (0) 2011-12-05 17:28:57 >> Wydział Szkolenia PZKosz o Eurobaskecie na Litwie :) Wrześniowe Mistrzostwa Europy to już historia. Rzadko jednak trafia się okazja, by zapoznać się z oficjalną oceną występu kadry, wystawioną przez oficjalne struktury związku, więc wracam do tej imprezy. Poniżej treść dokumentu "Sprawozdanie szkoleniowo-organizacyjne Reprezentacji Polski seniorów z Mistrzostw Europy EUROBASKET 2011". Pominąłem skład i statystyki (przygotowane na zasadzie kopiuj-wklej z oficjalnej strony turnieju ;)) Treść - z zachowaniem oryginalnego stylu autora: Ocena organizacyjno-sportowa Pod względem organizacyjnym bez większych uwag, sugestie dotyczące opieki medycznej oraz scautingu umieszczono we wnioskach. Nie uzyskano awansu do kolejnej fazy turnieju Eurobasket 2011, zespół zajął 5 miejsce w grupie A, choć pozostawił po sobie bardzo dobre wrażenie, będąc o krok od sprawienia sensacji. Ocena zawodników: Dardan Berisha Zawodnik młodego pokolenia. Jeden z najlepszych strzelców zespołu, utalentowany rzutowo, z bardzo silną psychiką, potrafiący wykonać akcję decydującą o wyniku meczu (spotkanie z Turcją). Często asystujący, dobrze biega do szybkiego ataku, sprawny pod względem motorycznym (szybki, skoczny), walczy na tablicach, musi zdecydowanie poprawić grę w obronie. Posiada silnie rozwinięte cechy wolicjonalne. Podstawowy zawodnik naszej reprezentacji (średnio 26 min./mecz), z pewnością zyskał sporo doświadczeń, perspektywiczny w kontekście kolejnych startów Kadry Narodowej. Adam Łapeta Zawodnik młodego pokolenia, spełniający parametry wzrostowe na pozycji centra. Nieźle wyszkolony technicznie lecz zbyt słaby fizycznie aby sprostać rywalizacji na tym poziomie, nie potrafiący wytrzymać dużej intensywności grania. Słabo spisywał się w grze defensywnej, mało skuteczny w ataku, mniej niż przeciętne osiągnięcia w walce na tablicach. Nie spełniał w oczekiwanym stopniu zadania zmiennika na pozycji centra, co przyczyniło się do sporych problemów kadry na tej pozycji. Musi poprawić agresywność podczas gry zarówno w ataku jak i w obronie. Jego udział w ME należy ocenić negatywnie, lecz jednocześnie nie tracić Adama z pola widzenia w kontekście kolejnych startów Kadry Narodowej. Robert Skibniewski Zawodnik doświadczony, zmiennik na pozycji nr 1. Średnio 10 min. na mecz, dobra skuteczność za 2 pkt., zawodnik dobrze czytający grę, decyzyjny, rozumiejący koszykówkę. Niestety barierą uniemożliwiającą pełną rywalizację na tym poziomie zwłaszcza biorąc pod uwagę parametry fizyczne jest słaba motoryka (dynamika). Biorąc pod uwagę zadania jakie były stawiane przed zawodnikiem oraz związane z tym oczekiwania Robert wypełnił swoją rolę podczas ME. Adam Waczyński Zawodnik młodego pokolenia, z niewielkim doświadczeniem na arenie międzynarodowej. Posiada spory potencjał, który jednak w bardzo niewielkim stopniu uruchomił podczas imprezy. Dobra motoryka, przede wszystkim skoczność, utalentowany rzutowo (bardzo dobry rzut z dystansu), potrafi grać 1x1, groźny w grze ofensywnej, choć zbyt często podejmujący błędne decyzje. Słabą stroną jest gra w obronie oraz psychika, które znacznie ograniczają skuteczność gry na tym poziomie. Niestety występ Adama należy ocenić negatywnie, decyzja o tym, że grał bardzo krótko miała swoje głębokie uzasadnienie wynikające z analizy jego występów w grach kontrolnych oraz postawy jaką prezentował gdy otrzymywał szansę grania podczas ME. Pomimo tego zawodnik do dalszej obserwacji w rozgrywkach ligowych i szkolenia w ramach Kadry Narodowej. Piotr Pamuła Najmłodszy zawodnik kadry, debiutujący w imprezie tej rangi. Bardzo dobre wyszkolenie techniczne, utalentowany rzutowo, silne cechy wolicjonalne, mocna psychika, niezły pod względem motorycznym, choć z pewnością musi popracować nad przygotowaniem siłowym. Dobra decyzyjność, kreatywny. Poprawy wymaga gra w obronie. Bardzo pozytywna osobowość, duża perspektywa dla naszej koszykówki męskiej na pozycji 2. Paweł Leończyk Zawodnik młodego pokolenia, debiutujący na imprezie tej rangi, zwłaszcza w roli jednego z podstawowych graczy na pozycji 4. Możliwości ograniczają warunki fizyczne, których niedobór Paweł kompensuje ambicją i walecznością. Pozytywny w grze defensywnej oraz walce na tablicach, sprawny pod względem motorycznym, ocenę obniża słabsza skuteczność szczególnie w grze pod koszem. Pomimo tego biorąc pod uwagę niewielkie doświadczenie w rywalizacji na tym poziomie, występ na ME należy ocenić pozytywnie. Szymon Szewczyk Podstawowy zawodnik reprezentacji (średnio 25 min./mecz), w grupie najlepiej punktujących, jeden z najbardziej doświadczonych. Nie brał udziału w całym okresie przygotowawczym, czego konsekwencją było nieco słabsze przygotowanie motoryczne. Duży potencjał w ataku, choć pozytywną ocenę nieco obniża skuteczność w rzutach z dystansu, walczący na tablicach. Na pewno słabszą stroną Szymona była gra w obronie, co szczególnie było widoczne w meczu z Wielką Brytanią (słaba defensywa w grze 1x1, brak nacisku na zawodnika z piłką). Thomas Kelati Podstawowy zawodnik reprezentacji (średnio 33 min./mecz), w grupie najlepiej punktujących, jeden z najbardziej doświadczonych. Nie brał udziału w całym okresie przygotowawczym, czego konsekwencją było nieco słabsze przygotowanie motoryczne. Zawodnik bardzo wszechstronny, potrafiący grać skutecznie w ataku, ale także walczący na tablicach (3,8 zbiórki na mecz), agresywny w obronie (średnio 2 przechwyty na mecz), ambitny, silny psychicznie, świetna decyzyjność na boisku (średnio 3,2 asysty na mecz), szalenie pozytywna osobowość. Niezwykle pracowity i kapitalny przykład szczególnie dla młodych zawodników. Bardzo pozytywna gra dla Kadry Narodowej. Piotr Szczotka Doświadczony, niezwykle pracowity zawodnik. Zmiennik na pozycji 3 i czasem 4. Bardzo solidny w grze defensywnej, rozegrał dobre spotkanie z Hiszpanią. Niestety w kolejnych meczach nie wytrzymał presji jaka na nim spoczywała, mało widoczny, znacznie mniej skuteczny zarówno w obronie jak i w ataku. Brak zagrożenia rzutem z dystansu, co dla zawodnika na tej pozycji jest minusem. Dlatego ogólnie występ Piotrka należy ocenić negatywnie (poza spotkaniem z Hiszpanią). Łukasz Wiśniewski Grał tylko w dwóch meczach więc trudno wystawić ocenę. Adam Hrycaniuk Podstawowy gracz na pozycji 5 (25 min./mecz). Najlepiej zbierający piłki z tablicy w naszym zespole (6 zb./mecz), jeden z najlepiej punktujących (11 pkt/mecz). Gracz bardzo pracowity i ambitny, nie bojący się ostrej walki pod koszem, skuteczny w obronie. Ocenę w tym zakresie obniża duża liczba popełnianych przewinień. Posiada niewątpliwie mniejszy potencjał gry w ataku. Pomimo tego jego postawę oraz występ na ME należy ocenić pozytywnie. Łukasz Koszarek Najbardziej doświadczony zawodnik. Podstawowy gracz na pozycji 1 (31,2 min./mecz). W grupie najlepiej punktujących 13 pkt./mecz), najlepiej asystujący (4,4 asysty/mecz). Nie grał z pewnością na 100% swoich możliwości szczególnie w obronie (kłopoty z kryciem najlepszych rozgrywających w Europie) lecz występ Łukasza na ME należy ocenić pozytywnie. Był filarem naszej Kadry Narodowej i w dużym stopniu przyczynił się do pozytywnego wyniku jaki osiągnęła. OCENA: 1. SKŁAD - ze względów zdrowotnych w kadrze nie grali: Krzysztof Szubarga - poz. 1 - kontuzja kolana Michał Ignerski - poz. 3 - kontuzja łokcia Z innych względów nie pojechali: Marcin Gortat - poz. 5 Maciej Lampe - poz. 4 Ze względu na brak wymienionych powyżej graczy możemy stwierdzić, iż na Eurobaskecie 2011 z różnych powodów nie wykorzystaliśmy całego potencjału jakim dysponuje nasza koszykówka. Szczególnie dotyczy to zawodników na pozycji 4 i 5, których brak okazał się kluczowy w awansie do kolejnej fazy imprezy. Należy podkreślić, iż zespół został znacznie odmłodzony, w imprezie wzięło udział kilku debiutantów, a część zawodników nie odgrywała kluczowych ról w kadrze. 2. PRZYGOTOWANIA - zespół bardzo zdyscyplinowany, zorientowany na zadaniu, bardzo profesjonalnie podchodzący do realizacji poszczególnych zadań szkoleniowych. Udało się stworzyć co nie jest łatwe w przypadku reprezentacji świetną atmosferę, która umożliwiała wykonanie dużej pod względem objętości oraz intensywności pracy szkoleniowej. Atmosfera i ciężka praca umożliwiły grę na dobrym poziomie, mimo braku kilku kluczowych zawodników. Duża liczba gier kontrolnych, z bardzo wymagającymi przeciwnikami umożliwiła optymalne przygotowanie do imprezy głównej. 3. FAZA GRUPOWA EUROBASKET 2011 - na 5 rozegranych spotkań wygraliśmy 2 (Portugalia, Turcja), w dwóch kolejnych ich rezultat był otwarty do ostatniej minuty (Hiszpania, Wielka Brytania), zdecydowanie przegraliśmy mecz z Litwą. W efekcie drużyna była bardzo bliska sprawienia ogromnej sensacji czyli awansu do drugiej fazy turnieju z bardzo trudnej grupy i wyeliminowania takiej potęgi koszykarskiej jak Turcja. Ponieważ przegraliśmy minimalnie w ostatnim, decydującym meczu z Anglią nie awansowaliśmy do kolejnej fazy ME 2011, zajmując ostatecznie 5 miejsce w grupie (tabela). 4. OBRONA - analizując dane statystyczne (liczbę straconych punktów) można stwierdzić, iż nasza defensywa była nieco słabsza od tej jaką prezentowały najlepsze zespoły w grupie (Hiszpania, Litwa). Trzy elementy odegrały w tym zakresie kluczową rolę: walka na tablicach, gra przeciwko zasłonom, szczególnie pick and roll, obrona centrów. 5. ATAK - biorąc pod uwagę średnią liczbę punktów na mecz nie odbiegaliśmy zasadniczo od najlepszych zespołów grupy. Naszą silną stroną był szybki atak, niezła skuteczność w przypadku rzutów z dystansu. Atak pozycyjny funkcjonował dobrze, wykorzystaliśmy maksymalnie możliwości najlepszych, kluczowych graczy. Ograniczone pole działania w zakresie gry przez centrów, słaba walka na tablicy w ataku. W sensie taktycznym z pewnością nie odbiegaliśmy od najlepszych zespołów grupy. 6. PRZYGOTOWANIE MOTORYCZNE - zespół bardzo dobrze przygotowany do imprezy głównej przez trenera Mirosława Cygana. Pewne ograniczenie w tym zakresie stanowiły indywidualne możliwości zawodników oraz w nielicznych przypadkach absencja dotycząca części okresu przygotowawczego (Szewczyk, Kelati, w mniejszym stopniu Koszarek). 9. UWAGI I WNIOSKI a. wykorzystać wszelkie możliwości oraz systematycznie pracować nad tym, aby wszyscy najlepsi zawodnicy byli do dyspozycji trenera Kadry Narodowej b. stworzyć zaplecze w postaci Kadry B kompatybilne w pełni z Kadrą A umożliwiające szybki transfer młodych zawodników do Kadry A c. usprawnić opiekę medyczną - stały lekarz Kadry Narodowej, obecny na imprezie głównej d. zadbać o profesjonalny scauting - na imprezie docelowej konieczna obecność dwóch osób przygotowujących scauting, z pełnym zabezpieczeniem sprzętowym oraz odpowiednim oprogramowaniem. Przygotował: Kazimierz Mikołajec PS. Jak nietrudno zauważyć, zabrakło punktu 7. i 8. Zapewne znalazła się w nich ocena pracy sztabu szkoleniowego. Ocenę tę, w przygotowywanym miesiąc temu omówieniu dziewięciu miesięcy pracy Zarządu PZKosz, utajniono :) Tagi: kadra, pzkosz skomentuj (0) 2011-11-27 00:43:04 >> Rewolucja? :) "PZPN należałoby rozwiązać, bo ci ludzie kompletnie nie reprezentują polskiej piłki. W miejsce Związku powinna powstać nowa federacja". Kto to powiedział? Poseł PO Andrzej Halicki, "prawa ręka" Grzegorza Schetyny, jeden z najbliższych współpracowników byłego wicepremiera. W piątek był w TVN 24, dziś słyszałem go w Zetce, w "Trójce" i w RMF FM. Z reguły nie słucham radia, ale że dziś spędziłem ponad osiem godzin w drodze do i z Radomia porównywałem sobie informacje - takie zboczenie zawodowe ;) Halicki pojawił się na pierwszej linii frontu walki z PZPN, choć wcześniej nie słyszałem, by był ekspertem od sportu. W piątek niemal wszystkie najważniejsze media (w tym Wiadomości TVP i Fakty TVN) informowały, że min. Mucha zawróciła z drogi na zjazd PZPN, gdy dowiedziała się o jakichś taśmach. Oczywiście gdyby min. Mucha o tym nie napisała na twitterze, dziennikarze nie waliliby do niej drzwiami i oknami. Min. Mucha też uważana jest za człowieka Grzegorza Schetyny. Mam dziwne przeczucie, że Schetyna dostał zielone światło od premiera Donalda Tuska i szykuje dużą rewolucję. Chce "posprzątać tę stajnię Augiasza" (cytat z Halickiego) - czyli funkcjonujące jak za czasów PRL związki sportowe. A że niezbędne do tego są zmiany prawa, rewolucja nie skończy się na PZPN. PS. Trzy dni przed ujawnieniem strzępków kolejnej afery korupcyjnej w PZPN, trener Asseco Prokomu Gdynia, Tomas Pacesas przypomina strzępki afery korupcyjnej w PZKosz, pisząc o arbitrze słynącym z wyjątkowej pasji do samochodów marki Renault Megane (sprawę opisało kiedyś "Życie Warszawy": Przychodzi sędzia do prokomu / To kwestia uczciwości). Przypadek? Za dużo tych przypadków ostatnio ;) Tagi: pzpn, pzkosz skomentuj (0) 2011-11-21 19:27:13 >> Alter reality ...czyli o płynnej, koszykarskiej rzeczywistości raz jeszcze :) Było o NBA. Teraz o polskiej koszykówce. Inspiracją znów blog, tym razem nie człowieka związanego ze strukturami PZKosz, lecz człowieka, który tym strukturom wypowiedział otwartą wojnę. Mowa oczywiście o blogu Tomasa Pacesasa, trenera mistrzów Polski, Asseco Prokomu Gdynia. Pacesas zadziwił wszystkich. Nie tylko tym, że pisze nienaganną polszczyzną. Przede wszystkim, totalną krytyką struktur PLK i PZKosz. Krytyką bolesną, ale - jak widać - prawdziwą, skoro nikt z władz ligi i związku nie zdementował dotąd ani jednej informacji, która wyszła spod jego bądź jemu bliskiej ręki. Wśród wielu głosów, próbujących interpretować jego słowa, dominował pogląd, że za wpisami stoi były prezes związku Roman Ludwiczuk. Że grupa odsunięta od władzy już teraz myśli o powrocie do władzy w PZKosz. Tyle, że wybory dopiero za trzy lata, a kogo jak kogo, ale byłe władze związku nie podejrzewam o tak długofalową strategię działań. Postanowiłem więc wysondować w środowisku koszykarskim, o co w tym wszystkim chodzi. Ważni Działacze nabrali wody w usta. Od nich wiele można wyciągnąć, ale niestety nie na trzeźwo. A że ostatnio sporo biegam i praktycznie nie piję, nie zastosowałem tej starej sprawdzonej metody zdobywania newsów. Bo są jeszcze pracownicy klubów... I tu, rzecz zaskakująca, usłyszałem dwie bardzo zbieżne relacje. Zacznę od X. Etatowego pracownika pierwszoligowego klubu z bardzo możnym sponsorem. Zapytałem go o awanturę wokół blogu Pacesasa. Stwierdził, że... ma tyle roboty, że żadnych blogów nie czyta. Pytam: a słyszałeś coś o tym, by prezesi klubów PLK próbowali zrobić jakiś przewrót w PLK/PZKosz? Odpowiedź: "Nie, nie... ale czekaj, przed sezonem odebrałem dziwny telefon. Dzwonił ktoś - nawet nie pamiętam jak się przedstawił - i mówił o tym, że PZKosz zdziera z klubów pieniądze, że nic w zamian nie daje. Że PLK przejada niemal całą kasę od sponsorów, a kluby nic nie dostają. Że gdyby były te pieniądze, kluby mogłyby je przeznaczyć na szkolenie... I że są sponsorzy, którzy chętnie by dali pieniądze na koszykówkę, na stworzenie czegoś na wzór VTB. Ale nie chcą, by przejadł je ten cały aparat urzędniczy PLK i PZKosz"... Pomyślałem - skądś znam taką diagnozę sytuacji. Kolega nie czytał blogu Pacesasa, ale cytuje te same argumenty, które trener Prokomu przedstawia na blogu, szczególnie w ostatnim wpisie. Dzwonię do Y, znajomego pracownika jednego z klubów PLK. Ten potwierdza: "Tak, słyszałem w ostatnich miesiącach kilka takich rozmów. Padł pomysł stworzenia konkurencyjnych rozgrywek, złamania monopolu PLK/PZKosz. Nie wiem, na czym stanęło, zajmuję się bieżącą robotą. Ale wiesz, sprawa rozbije się pewnie o kwestie prawne. Ministerstwo Sportu musiałoby zgodzić się na taki precedens, a i to niewiele by dało, bo PZKosz/PLK nie odpuszczą i sprawa ugrząźnie w sądach." Myślę sobie... Fakt, trochę to wszystko ciężko sobie wyobrazić. Ale... przeczytałem raz jeszcze wpisy Pacesasa i niemal każde zdanie potwierdza taką teorię. Poza tym - jak wiadomo nieoficjalnie - za wszystkim stoi nie tyle chwalony tam Ludwiczuk. Ludwiczuk to człowiek Grzegorza Schetyny. Schetyna obsadził właśnie ministerstwa sportu i sprawiedliwości swoimi wiernymi ludźmi: Muchą i Gowinem... Może coś jest na rzeczy? Pośrednio potwierdza to sam Pacesas... Gdy PLK nałożyła na niego regulaminową karę za wpis na blogu, ten ostro zapowiedział: "Rozpatruję z prawnikiem drogę sądową. Czekam na nowego Ministra Sportu, do którego zamierzam wysłać te wszystkie informacje". Czyżby minister sportu miał wkrótce zająć się wielkim sporem PZKosz/PLK z Pacesasem? Nie. Jeśli już, to zajmie się wielkim sporem PZKosz/PLK z nowym podmiotem, który zechce stworzyć konkurencyjne, profesjonalne rozgrywki koszykarskie w Polsce? Warto dodać, że podobny, wielki konflikt już mieliśmy. Na skalę europejską. Najmocniejsze kluby Euroligi, niezadowolone z podziału zysków od sponsorów/telewizji (zarzucające prowadzącej rozgrywki FIBA Europe, że przejada za dużo pieniędzy), stworzyły własną organizację ULEB. Przez sezon mieliśmy więc rozgrywki "lojalistów" - Suproligę (m.in. ze Śląskiem Wrocław, z Maccabi Tel Awiw). I konkurencyjne rozgrywki ULEB - Euroligę (z większością potęg europejskich). FIBA próbowała walczyć z ULEB różnymi sposobami, m.in. dyskwalifikując sędziów, którzy podpisali kontrakty z Euroligą (w Polsce było ich tylko dwóch: Ćmikiewicz i Zamojski). Ale ostatecznie musiała się poddać i doszło do konsensusu. Z korzyścią dla klubów. Przytaczam tę historię nie bez przyczyny. Wiemy przecież, że w piłce nożnej, w czasie konfliktu na linii "rząd - PZPN", UEFA groziła sankcjami - wykluczeniem polskich klubów z europejskich pucharów. FIBA Europe nie ma tego elementu nacisku, bo prowadzi tylko Eurochallenge Cup, w którym żaden z polskich klubów nie chciał nawet w tym sezonie zagrać. ULEB - choćby ze względu na swój rodowód - w konflikcie kluby-federacja może wziąć stronę klubów... Tagi: koszykówka skomentuj (0) 2011-11-15 10:59:10 >> Lockout w płynnej nowoczesności Miałem wtedy 15 lat. Ostatni miesiąc roku szkolnego. Budzik na 3 w nocy. Odpalam TVP 2 i oglądam finały NBA. Jordan, Pippen, Barkley, sześć świetnych meczy Chicago z Phoenix. To nic, że 48 minut trwa niemal trzy godziny. Jest cisza, spokój, można w przerwie wyciągnąć zeszyt do matmy lub świerszczyk spod kołdry. NBA to było COŚ. Coś, co w szkole dawało poczucie wartości. I choć niektórzy z kolegów dostawali orgazmu na widok Johna Starksa i jego seryjnych "trójek" (lub pudeł w siódmym meczu finałów ’94), nie byliśmy homo (sovieticus). Byliśmy obywatelami nowego, wspaniałego świata, dzieliliśmy emocje sporej część globu. W dzień NBA uruchamiała nasz krwiobieg (gdy ganialiśmy za piłką do kosza), w weekend - tramwaj zwany pożądaniem. Za pierwsze, zarobione na korkach pieniądze kupiłem buty Nike i ruszyłem na wycieczkę do McDonalds'a. W tym samym czasie (1993 rok), gdzieś w swoim domku w Leeds, Zygmunt Bauman pisał Dwa Szkice o Moralności Ponowoczesnej. Wizjonerskie rozważania na temat ponowoczesnej rzeczywistości, chaosu, nowych praw etycznych. Dla niego byłem tylko nowym typem "spacerowicza", konsumentem częściowo manipulowanym w centrach handlowych, i doskonale manipulowanym przed obrazem TV. NBA - produkt doskonały. Transmisje na cały świat. Spotkania trwające grubo ponad godzinę dłużej niż w Europie, by konsument w hali mógł zjeść w międzyczasie odpowiednio dużo hamburgerów, a konsument przed telewizorem mógł zostać nakarmiony solidną dawką reklam. NBA - produkt pięknie opakowany. To nic, że chwilami nierzeczywisty... Koszykarze, którzy grają niemal sto meczów w sezonie, przez 82 spotkania nie chcą psuć widowiska. Ma być show: wsady, szybkie tempo gry, czasem 70-80 punktów w kwarcie. Koncentracja w obronie? Czasem, w czwartych kwartach wyrównanych spotkań. Naprawdę dobra defensywa zaczynała się w play-off. Na tym etapie nikomu już nie przeszkadzała. Wielkie gwiazdy ligi i emocje sprzedawały się wystarczająco dobrze. Gwiazdy były głównym motorem napędowym tej całej machiny. A wieloletnie umowy NBA ze związkiem koszykarzy, były filarem funkcjonowania ligi. Aż kolejna umowa się skończyła i zapanował pat, zwany lockoutem. Średnio pasjonują mnie kolejne godziny negocjacji. Chętniej śledzę inne wydarzenia, tu, w Europie. Wielki, pisany grecką cyrylicą "CHAOS" na czołówce "Liberation" więcej mówi o dzisiejszym świecie, niż cokolwiek innego. Bauman opisał tę ponowoczesną rzeczywistość. Nie ma w niej już stałych, solidnych fundamentów. Nie ma stałych umów. To świat, w którym nie ma też autorytetów, mężów stanu (opisanych przez Maxa Webera "pielgrzymów"). Świat dynamiczny, w którym o bycie/niebycie państw, banków i korporacji coraz częściej decydują - jeszcze do niedawna znajdujący się na marginesie społeczeństwa - "gracze". "Nadciąga nowe, nienadzorowane, niekontrolowane i nieprzewidziane. Wszystko, co zwyczajowe i swojskie, grzęźnie, pogrąża się i tonie. To, co sensowne, jest sztuczną wyspą na morzu bezsensu, ale wyspą chybotliwą, dryfującą, ledwo w dnie morskim zakotwiczoną" - pisał 18 lat temu Zygmunt Bauman. Pochłonięci swoim cyrkiem właściciele i menedżerowie NBA żyją w świecie, który odszedł już do lamusa. Nieświadomie zrywają tę wątłą kotwicę, ryzykując utonięciem. Czemu? Z jednej strony marzą o solidnych fundamentach, z drugiej - dopadła ich rola baumanowskich "graczy". A w grze nie idzie o to, kto kogo lepiej zrozumie, lecz kto kogo przechytrzy. Cokolwiek robią, ma służyć wygranej. Walczą z przeciwnikiem, którego znaczenie sprowadza się do tego, że ma być pokonany. Bo to jest gra. Kalkulacja ryzyka zastępuje pewność a hazard - determinację, jako reguły sensownego działania. Za podobną "grę" bankierów płaci dziś cały świat. Za lockout też płacą już przypadkowi ludzie. Ci handlujący pamiątkami i hamburgerami, ci mający puby i restauracje wokół hal. Tracą całe miasta, szczególnie te, w których nie ma innych zawodowych drużyn. Czy można winić za to zawodników - jakby nie było - pracowników klubów? Kilkanaście dni temu dziennikarz Tok FM zapytał Andrzej Stasiuka: - Czy Pan też ma pretensje do Greków? - Kompletnie nie - odpowiedział Stasiuk - Wręcz mi się podoba, co oni zrobili. W tej rzeczywistości wirtualnych pieniędzy, w tej zachłanności, pazerności, cnoty chciwości - bo to jest główna cnota Europejczyków - nawet fajnie zrobili. Niech to się rozpierdoli po prostu. To samo myślę teraz o NBA. Nie będę płakał po lidze. A zawodnikom dedykuję inne słowa Stasiuka z tego wywiadu: "Można nie tyrać i można żyć jak Grecy w trochę innym klimacie". Ba, nawet w tym samym klimacie - Turcy, Grecy, Włosi, Hiszpanie wciąż płacą sowicie. Na koniec, ku pokrzepieniu serc zmartwionych lockoutem, jeszcze jeden cytat z „Ponowoczesnych wzorów osobowych” Baumana: Kultura ponowoczesna jest, rzec można, nieustanną próbą generalną śmierci, codzienną lekcją poglądową nietrwałości rzeczy i powszechnego przemijania. Ale też i śmierć samą konstruuje ona jako epizod bez trwałych konsekwencji, jako „tymczasowe wybycie”, jako stan „do odwołania”; przedmioty fascynacji, bożyszcza tłumów, sława i rozgłos nie umierają, lecz (jak powiada Baudrillard) „znikają”. W odróżnieniu od śmierci, zniknięcie nigdy nie jest ostateczne, „na wieki wieków”. Rzeczy odłożone zostają do lamusa, z którego w każdej chwili, gdy będzie po temu chęć lub potrzeba, można je będzie wydobyć, odkurzyć, przewietrzyć, i umieścić tam, skąd niegdyś je usunięto, czyli na widoku publicznym, w ognisku publicznej uwagi. Jest więc raczej kultura ponowoczesna nieustającą demonstracją nie tyle nieodwołalności śmierci, co nieostateczności przemijania. A skoro przemijanie nigdy nie jest na zawsze i z reguły do odwołania - rzeczy i czyny tracą ważkość, jaką im niegdyś przypisywano. Wszystko staje się nieco na niby; byt jest czymś pomiędzy paradą przebierańców a zabawą w chowanego. Nic, co się zaczyna, nie będzie trwało wiecznie, ale i nic nie kończy się tak naprawdę bezapelacyjnie. Nie trzeba więc tego, co się czyni, traktować zbyt na serio: wyrządzone szkody zawsze da się naprawić, to o czym się zapomniało można przywrócić do życia przywołując je z niepamięci. Zawsze zresztą można zacząć od początku, albo próbować gdzie indziej, albo przyłożyć siły do czego innego. Tagi: nba, ponowoczesność, lockout skomentuj (0) 2011-11-05 01:40:53 >> Sosna z małego kościółka ;) W poniedziałek ukaże się najnowszy box Sigur Ros "Inni". To trzy płyty - DVD z prezentowanym na festiwalu fimowym w Wenecji, 74-minutowym dokumentem Vincenta Morisseta i dwa krążki CD. Czego się można spodziewać po tym wydawnictwie? Nie wiem. Ale na pewno to coś innego niż "Heima", dokumentująca trasę zespołu po Islandii. Inny jest też dobór muzyki - dominuje ciemna strona mocy Sigurów. Tak przynajmniej wynika np. z recenzji Spectrum Culture :) Póki co kolejna propozycja dla wszystkich, którzy lubią brzmienia z pogranicza ambientu i muzyki klasycznej :) Coś, co nawet przypomina Sigur Rós, lecz coś, czego jednak nie da się określić jako post-rock. Polecam wydany w zeszłym roku album Olan Mill. Pod tą nazwą kryje się dwoje muzyków: Alex Smalley i Swietłana Samoylenko. Ich pierwszy wspólny krążek "Pine" to dziesięć świetnych, neoklasycznych utworów, nagranych w trakcie kilku sesji w małym kościele w Anglii. Nie jest to jednak muzyka organowa, bardziej ambient. Brzmienie fortepianu, skrzypiec i gitary tylko delikatnie uzupełniają piszczałki organów. Wszystko brzmi jednak wyjątkowo naturalnie, ani patetycznie, ani minimalistycznie. W sam raz na późną nocną porę :) Całą płytę "Pine" możecie odsłuchać zupełnie za free na Soundcloud. Poniżej tytułowa sosna ;) skomentuj (0) 2011-10-30 22:42:23 >> Nils Frahm - Wintermusik Była muzyka na jesienne wieczory, środek nocy, czas na... "Wintermusik". To tytuł minialbumu Nilsa Frahma, 29-latka z Berlina. Klasycznie kształcony muzyk (uczeń ucznia Czajkowskiego ;)) tworzy coś, co mimo wszystko trudno zaszufladkować. Coś z pogranicza muzyki klasycznej, eksperymentalnej, elektronicznej, ambientu... Bez wątpienia jednak coś, co trafi w gusta tych, którzy - jak ja - balansują między słuchaniem "Dwójki" i "Trójki" :) Minialbum "Wintermusik" to zaledwie trzy utwory. Trwająca ponad 17-minut "Tristana", 3,5-minutowe "Ambre" i 9-minutowe "Nue". Ten ostatni numer poniżej. Jeśli ten klimat trafił w czyjś gust, polecam wcześniejszy album "Bells" (jedyny long play Nilsa Frahma). Bardziej minimalistyczny, bardziej niepokojąco-refleksyjny od "Wintermusik". Równie lub nawet bardziej niezwykły... Tagi: muzyka, nils frahm skomentuj (0) 2011-10-30 02:18:03 >> Muzyka na środek nocy... Tym razem nic nowego ;) To Thom Yorke, wokalista grupy Radiohead i "Harrowdown Hill" z nominowanej do Grammy płyty "The Eraser" z 2006 roku. Solowy projekt Yorke'a kilka lat temu nikogo nie zaskoczył. Ot, znany już z Radiohead nastrój melancholii i wewnętrznego napięcia, i jak zwykle trochę efektów, które zabijają melodyczność płyty - tak wtedy to komentowano. Trochę przypadkiem wróciłem jednak do tych utworów w tym tygodniu, odpaliłem wczoraj w nocy, odpaliłem godzinę temu i... masakra. To cały czas brzmi świeżo, intrygująco, nawet lepiej niż kiedyś. Do niektórych albumów pewnie trzeba dojrzeć, tak jest z "The Eraser" Yorke'a... Świetna, naprawdę świetna płyta! I ważny suplement do całej twórczości Radiohead - po odsłuchaniu tego krążka, nie dziwi surowość, "postindustrialność" ostatniego albumu Radiohead, wydanego zimą tego roku "The King of Limbs", jakby świadomie wyjałowionego z wszelkiej energii.
PS. Oglądany tu "Harrowdown Hill" to - zdaniem samego Yorke'a - "najbardziej wściekła rzecz jaką stworzył". Inspiracją było samobójstwo doktora Davida Kelly'ego, eksperta od broni biologicznej, obwinianego o wyolbrzymianie zagrożeń ze strony Iraku na zlecenie rządu Wlk. Brytanii.
skomentuj (0) 2011-10-30 01:41:17 >> Lubię to :) Sobota upłynęła pod znakiem... tańca. Nie, żebym tańczył (choć potrafię coś tam, coś tam). Po prostu miałem okazję spędzić prawie siedem godzin na Mistrzostwach Polski Par Tanecznych w Przemyślu. Co tu dużo pisać - super impreza! Ok. 400-tu uczestników, 21 formacji z całej Polski, znakomity poziom. Pierwszy raz widziałem tak świetne choreograficznie, perfekcyjnie zsynchronizowane układy taneczne. Nawet na międzynarodowych imprezach, których byłem świadkiem - Mistrzostwach Europy, czy Final Four w koszykówce - czirliderki nigdy nie zaprezentowały czegoś tak doskonałego, jak formacje "Takt" z Chełma do muzyki Queen, czy "Lotos Jantar" z Elbląga (do hitów Michaela Jacksona). Muszę napisać do Palikota, albo zadzwonić do Pana/Pani w nietypowej sprawie. Następnym, po zdjęciu krzyża, zalegalizowaniu związków partnerskich i promocji książki Kazimiery Szczuki, musi być walka o równouprawnienie płci na meczach koszykówki. Damsko-męskie formacje taneczne powinny zastąpić czirliderki :) Tak jak się to już dzieje (czasem) na meczach Euroligi :) skomentuj (0) 2011-10-26 21:09:23 >> Muzyka na jesienne wieczory... To Ólafur Arnalds - "Ljósið", ostatni numer z mini albumu "Found Songs", który ukazał się ponad dwa lata temu. Nie przez przypadek wracam do niego teraz... 25-letni multiinstrumentalista z Islandii zaczynał od grania na perkusji w mało znanych, hardcore'owo-metalowych kapelach. Już wtedy komponował jednak utwory instrumentalne na fortepian i smyczki. W wieku 21 lat wydał swój pierwszy album "Eulogy for Evolution". Na tyle niezwykły, że zauważony przez chyba najlepszą post rockową kapelę wszechczasów, Sigur Rós. Jonsi i spółka zaprosili go na swoją trasę koncertową po świecie (rok 2008, grali m.in. w Warszawie). I tak zaczęła się kariera Arnaldsa. Młody muzyk znalazł u nas całkiem spore grono fanów, od tamtej pory zagrał u nas jeszcze pięć koncertów. W kwietniu 2009 r. wydał "Found Songs" - niezwykły concept album, złożony z siedmiu utworów, publikowanych jeden po drugim (dzień po dniu) w internecie. Album, łączący muzykę klasyczną, alternatywną i minimalizm, w którym widać inspiracje kompozycjami Steve'a Reicha (liczne zapętlenia motywów). Równocześnie to muzyka wręcz intymna, trochę dołująca ("Ljósið", który wybrałem, brzmi najbardziej... optymistycznie ;)). W tym miesiącu doczekaliśmy się powrotu do koncepcji sprzed dwóch i pół roku. Na stronie Living Room Songs (taki jest tytuł nowego albumu) znajdziecie siedem doskonałych kompozycji, stamtąd można też - legalnie! - ściągnąć mp3-ki z nowymi kompozycjami. A 24 grudnia ukaże się box (CD+DVD) z muzyką i 45-minutową opowieścią o dość niezwykłym procesie powstawania tego mini-albumu (artysta m.in. zaprosił do swojego domu/studia fanów jego muzyki). Czekam szczególnie na DVD, bo wciąż często wracam do chyba najlepszego dokumentu muzycznego, jaki widziałem w życiu, czyli filmu "Heima" opowiadającego o muzyce... Sigur Rós. To muzyczny fragment tego filmu (kończący trasę po Islandii koncert w Reykjaviku i "Popplaggio" z płyty "Untitled"): Swoją drogą, niesamowite, że z 300-tysięcznej wyspy wypływa do nas tyle fantastycznej muzyki. Islandia to już nie tylko Bjork i Sigur Rós. To także rewelacyjny "Múm", "Gus Gus" no i Ólafur Arnalds :) Polecam! EDIT: Nie planowałem tej islandzkiej inwazji na blogu... Ale (dziękuję za maila :)) ktoś upomniał się o jeszcze jedną kapelę, której nie powinienem pomijać. Rökkurró... To zespół, którego debiutancki album, wydany prawie cztery lata temu "Thad Kólnar Í Kvöld" (w wolnym tłumaczenie "Chłodno, coraz chłodniej") zupełnie nie przypadł mi do gustu. Niby świetne recenzje krytyków, promocja w Europie i w Japonii, trasy koncertowe z múm i Arnaldsem Olafurem. Ale, szczerze, wyglądało jakby ktoś ładnie opakował bardzo przeciętny produkt, sądząc że da się zbić kasę na fali popularność muzyków z Islandii. Mi ta płyta zupełnie nie przypadła do gustu, Rok temu Rökkurró wydali jednak kolejny album, Í Annan Heim ("W innym świecie"). Słucha się go już znacznie lepiej, może dlatego, że producentem płyty jest Alex Somers, partner/producent Jonsiego Thor Birgissona, wokalisty Sigur Ros. To dziesięć bardziej wdzięcznych, bardziej złożonych kompozycji, ukazujących większą dojrzałość kapeli. Nawet głos wokalistki, Hildur Kristín Stefánsdóttir, który na debiutanckiej płycie irytował, tu - zremasteringowany, chwilami jakby schowany - jest znakomitym dopełnieniem całości. Warto! Jeśli czytacie tę notkę późnym wieczorem, sprawdźcie przedostatni numer z tej płyty - postmodern classic music ;) Tagi: muzyka, islandia, sigur ros, olafur arnalds, rokkurro skomentuj (0) |
|
||||||||